piątek, 7 marca 2008

Chlebem i Solą, Ogniem i Mieczem

Zdjęcie na dziś powyżej, a na zdjęciu, jak to ktoś ładnie na dA powiedział "piekareczka" Kinga. 

Irytuje mnie ostatnimi czasy nieodpowiedzialność ludzi. Tracę masę czasu na "odwołane" sesje. Biorąc pod uwagę, że zdjęcia robię wyłącznie w weekendy, a najczęściej tylko w jeden dzień weekendu, bo i pożyć trzeba, a nie samą fotografią człowiek żyje, każda odwołana sesja to zmarnowanie tygodnia czasu. Bo przecież mógłbym zaplanować sesje z kim innym. Chyba wogóle zrezygnuję z przekładania sesji na inny termin - albo w raz ustalony termin, albo nigdy. Ale dość narzekania.

Mam do rozdania 5 zaproszeń do Aviary. Cóż to za stwór? Aplikacja w przeglądarce, a właściwie zbiór aplikacji do edycji grafiki, video, grafiki wektorowej i wielu innych. Po krótkich testach Phoenixa - odpowiednika photoshopa - muszę przyznać że całość robi wrażenie. Zaawansowana edycja grafiki bez instalacji żadnego oprogramowania, a wszystko to zupełnie za darmo, bo póki co, to darmowa beta. Wystarczy mieć zaproszenie. Zaproszeń zostało mi 5, jeśli ktoś jest chętny, proszę o maila, wyślę. Kto pierwszy ten lepszy. Poniżej screenshoty z phoenixa.

niedziela, 24 lutego 2008

Inhuman


Metal Cave, Warszawa, 23 luty - koncert piotrkowskiego zespołu Inhuman Obsessed. Było ciekawie, szczególnie droga w tą i z powrotem wesołym samochodem. Ja chyba jednak nie mógłbym być kierowcą i wozić bandy pijaków, nie wytrzymał bym z nimi nerwowo na trzeźwo ;)

Zdjęcia z koncertu w galerii. Muszę przyznać że jak dotychczas to było największe wyzwanie jeśli chodzi o reportaż: nie dość że nie pozwalano mi wytrwać w trzeźwości (a wiadomo, robienie zdjęć pod wpływem, to mniej więcej tak dobry pomysł jak prowadzenie samochodu pod wpływem), to jeszcze to co najbardziej dawało się we znaki to oświetlenie na scenie - szybko migające światła. Ustawienie ekspozycji i zrobienie zdjęcia to czysta loteria w takim przypadku. Wiele zdjęć jest albo zupełnie czarnych, albo koszmarnie prześwietlonych - światła były szybsze nawet niż automatyka aparatu. Byłem zmuszony robić każdy kadr dłuższymi seriami, po kilka zdjęć, żeby trafić choć jedno z dobrą ekspozycją. Minus tego był taki, że czekanie na kilka kolejnych strzałów migawki równało się z szybkimi (jak to na koncercie) zmianami tego co w kadrze :) Efekt = loteria do kwadratu, ani nie wiadomo czy trafi się z ekspozycją, ani, czy to co jest w kadrze zdąży dotrwać do szczęśliwego strzały z prawidłową ekspozycją :) 

Jak namierzę, podam jeszcze link do strony zespołu.

Aha, liczba miejsc na warsztatach fotograficznych organizowanych przez Galerię OFF będzie bardzo ograniczona. I najważniejsze: NIE BĘDZIEMY UCZYĆ ROBIĆ ZDJĘĆ. Jeśli nie wiesz jak robić zdjęcia twoim aparatem, albo chciałbyś usłyszeć jak zrobić, żeby zdjęcie było "faaajne", to raczej będziesz się nudził/nudziła :)

wtorek, 12 lutego 2008

A distant ships smoke on the horizon

Na zdjęciu nieustannie i niezmiennie Martyna, paląca jak słońce.

Są takie utwory, które zasłyszane raz, będą nam towarzyszyły do końca życia. Utwory które ciągle można odkrywać na nowo i przypisywać ich tekstom ciągle nowe interpretacje - wbrew intencjom autorów oczywiście :)



(...)There is no pain, you are receding.
A distant ships' smoke on the horizon.
You are only coming through in waves.
Your lips move but I can't hear what you're sayin.
When I was a child I caught a fleeting glimpse,
Out of the corner of my eye.
I turned to look but it was gone.
I cannot put my finger on it now.
The child is grown, the dream is gone.
I have become comfortably numb.(...)

A ta solówka...

Też sobie pozwalam na pewne odrętwienie tej zimy. Czy przyjemne? Nie wiem, ale z pewnością wygodne. Jednak w końcu musiałem dojść do wniosku, że nie da się robić nic istotnego bądź sensownego trwając w wygodzie. Pozostaje pewne uczucie niedosytu i miałkości. Wszystkie problemy są tylko niewyraźną stróżką dymu na horyzoncie, czas i nastrój to ledwie fale, które lekko kołyszą. Obrazy stają się coraz mniej wyraźne, uciekają coraz dalej za róg oka, zdjęcia coraz bardziej przypadkowe. Marzenia - motory działalności pchają coraz słabiej, jeśli wogóle, nic już nie boli, to tylko fale które które kołyszą, to nic że czasem trochę mdło od kołysania. I wszystko to we mgle, dzień za dniem, tydzień za tygodniem. Nic już się nie zmieni.

poniedziałek, 11 lutego 2008

Zapasy ze słoniem

Światło naturalne, jednak miewa swoje uroki. Mimo że walka z nim przypomina zapasy ze słoniem, czasem udaje się je wykorzystać do swoich celów. Jest spora różnica choćby w organizacji pracy przy świetle naturalnym. Słońce nie poczeka, przesuwa się, cienie się zmieniają, czasem pojawiają się chmury. Drażni mnie to z powodu przyzwyczajenia do światła które mogę kontrolować zupełnie. Nie spodziewałem się tak zadawalających rezultatów. Owszem, styl zdjęć zupełnie inny, ewidentnie bardziej komercyjny, "ładniejszy". Nie wszystkim się to podoba. Ale nie mogę być niezadowolony. Nie wiem tylko ile w tym zasługi światła a ile modelki, bo mojej raczej niewiele, ja przecież tylko guziki naciskam zatrzymując to co widzę, a co za sztuka w widzeniu... ;) 

Tak sobie myślę ostatnio nad zobowiązującym nagłówkiem (tymczasowym co prawda) Photography for the people. Jako że lubię czuć się potrzebny, zastanawiam się nad jakimiś ciekawymi materiałami dla odwiedzających. Nie wiem tylko co by to miało być, tutoriale do PSa, jakieś akcje, czy może ustawienia do lightrooma? Jako że ostatnimi czasy zupełnie odchodzę od ingerencji photoshopem w fotografie, pozostajawiając poziom edycji niemal wyłącznie w lightroomie, chętnie mógłbym się podzielić sposobami jakimi "obrabiałem" dawniej zdjęcia. Temat do przemyślenia.

Na zdjęciu Martyna, "słoneczna" sesja. Jedna z najbardziej fotogenicznych modelek jakie spotkałem. Reszta zdjęć wkrótce, tu i uwdzie :)

poniedziałek, 4 lutego 2008

Nosferatu Wampirella

Tak z zupełnie innej beczki... Marchewy romans z reportażem kwitnie... 

A warunki remontowe coraz bardziej dają się we znaki, nie dość że brudno, to jeszcze nieprzyzwoicie widno, co sprawia że czuję się zupełnie zagubiony, przyzwyczaiwszy się wcześniej do oświetlenia sztucznego, studyjnego, nad którym można panować w 100%

To już dwie sesje przy świetle naturalnym. Choć modelki dają z siebie co mogą i świetnie im to wychodzi (obu Martynom - pozdrawiam :) ), przez wielkie okna czuję się nieswojo ;) Wampiryzm fotograficzny?

czwartek, 24 stycznia 2008

Genesis Restauratio

Na zdjęciu Renee (wiem, powinna nie mieć spodni)

Ilu z was śni i pamięta sny? Nie, nie zamierzam wam opowiadać moich snów. Sny są fajne ale tylko jak się je śni, jak się je opowiada są mniej atrakcyjne, a jak się już słucha jak ktoś opowiada, to wtedy są miażdżąco nudne. 
Znalazłem za to sposób na pamiętanie większej ilości snów. Każdego ranka gdy tylko cokolwiek pamiętacie, opowiadajcie to komuś (tak, wiem, sadyzm), albo spisujcie. Po kilku dniach tworzy się nawyk pamiętania/opowiadania i póki co ja pamiętam więcej. 

Grupa Artystyczna Restauracja Europa w końcu wzięła się do roboty i ukończyła... jeszcze nie manifest, ale póki co swoją genezę. Chętnych zapraszam do lektury.

-----------------------------------------------------------------------------

GRUPA RESTAURACJA EUROPA powstała na długo przed tym nim ktokolwiek zdał sobie z tego sprawę.

Powstała na mocnej wierze Gajdy, że wszyscy, którzy przebywają w jego pobliżu dostatecznie długo, stają się artystami.
Nazwę wymyślił Gordian, wymawiając ją po raz pierwszy w chwili nieuchwytnego i niepowtarzalnego natchnienia. Czasem tak mu się robi, na szczęscie wiemy po czym. Ostatnio w 2003 roku.

Nie wiadomo dlaczego i skąd wziąl się Marchewa ale szybko stał się nieodzowny. Bo mu się chce i …ma aparat, z którym wie co robić.
Olgierda pojawiła się żywiołowo i skutecznie. Mimo, że natychmiast wyjechała do Torunia a miała do Krakowa, czasem wraca.
Łasiu jest prezesem dlatego w czarnym mu do twarzy i doskonale wyglada w krawacie mimo hollywódzkiego uśmiechu.
W zasadzie to…wszyscy jesteśmy prezesami.

GRUPA nie jest tworem stałym i ciągłym.
Jest raczej hybrydą rozglądającą się na wszystkie boki.
Jest artystyczna czy kuratorska, czy kuratorsko-artystyczna, czy bardziej, czy bardziej?
Czy w ogóle jest jaka?
I czy czemu, komu?
Zawsze znajdą się tacy, którzy wiedzą lepiej.
I będą wiedzieć.
Członkowie GRUPY rzadko piją razem, choć ciągle mają takie plany.
Nie jadają razem posiłków.
Jedni piją herbatę, inni kawę, prawie wszyscy piją alkohol, ale – żeby nie było że jesteśmy banalni, mamy też abstynentkę a niektórzy popadają w dłuższe lub krótsze okresy niepicia, tak dla równowagi.

Kluczowym elementem TWORZENIA jest moment SPOTKANIA
Oraz MIEJSCE PREZENTACJI.

GRUPOWE działania GRUPY to symbolicznie ograniczona przestrzeń służąca do poznawania wzajemnych doświadczeń i zdolności interpretacji(interpunkcji?).

INDYWIDUALNIE
Bo badanie zależności pomiędzy tym co wewnątrz i na zewnątrz
Pomiędzy
POMIEDZY
 
POZA
Poza grupą
Gajda maluje i kreuje
Marchewa fotografuje
Gordian potajemnie spisuje swoje myśli i wychowuje syna
Olgierda studiuje
Łasiu walczy z wiatrakami i jeździ
 
I znowu to samo pytanie
Czy kto wie co będzie dalej?

wtorek, 22 stycznia 2008

Forever 27 Club

Na zdjęciu Martyna w przepięknym kontrapoście, pośród gruzów Galerii OFF.
A Marchewa ma dziś podobno urodziny. Data ważności mu się niedługo kończy. Kusząca szansa żeby wstąpić do Forever 27 Club, jedyna taka okazja w życiu. Nie żebym się gdzieś wybierał, ale kiedyś myślałem, że dłużej nie warto wśród śmiertelników zabawiać. Chyba zmieniam zdanie, witam w przyszłości. No ale ważne są te urodziny, prawie jak osiemnastka. Albo i bardziej.
Czego by sobie mógł Marchewa życzyć na urodziny? Wolnego czasu? Zniesienia akcyzy na alkohole wszelakie? Nowej wątroby? 

Chciałbym siedzieć i machać nogami. Siedzieć i machać nogami. 

In the old time, it was not a crime...


poniedziałek, 21 stycznia 2008

3 kg / 0,5 kg


Z sesji w wyburzanej i budowanej od nowa galerii OFF. Warunki bardzo ciężkie, prawie całkowity brak światła i prądu, plus ca. 3kg pyłu na metr kwadratowy / 0,5kg pyłu na metr sześcienny, z tendencją wzrostową przy każdym kroku.

Na zdjęciu Martyna (jej pierwsza w życiu sesja), która z wrodzonym autentycznym talentem do pozowania, uwodziła obiektyw aparatu jak zawodowa modelka. Gdyby skłamała i powiedziała, że to jej praca, uwierzyłbym bez wachania. Jeśli się nie wystraszyła za bardzo - planuję więcej. Sesja zresztą dosyć owocna, bardzo zadowolony jestem, chociaż muszę się przyznać (i odpokutować), że nie zupełnie się do sesji przygotowałem. Czysta improwizacja czasem wychodzi lepiej czasem gorzej, ale tym razem miałem straszną pustkę w głowie. Sesje uratowała wyłącznie modelka, i wiem że się powtarzam, ale była świetna :) (modelka oczywiście). Kolejne zdjęcia wkrótce, ale tylko zdubluję to co na dA poszło, bo na dA nie wszyscy mogą "gołe dupy" oglądać.

W pocie czoła powstaje również manifest Grupy Artystycznej Restauracja Europa. Jak się zdecydujemy że to już koniec, tu też go wrzucę.

piątek, 11 stycznia 2008

Co to za życie... Nasze życie, nasze.

W końcu użyłem google do rozwiązania palącego mnie od dawna problemu. Okazało się że problem miałem nie tylko ja i jak dotychczas był on niewyjaśnialny. Co szepnął Bill Murray do ucha Scarlett Johansson w ostatniej scenie "Lost in Translation"? Te słowa miały wielkie znaczenie przecież.

Na pytanie "final whisper in lost in translation" google odpowiedziało: "Bill Murray szepnął: "Why does Snoop Dogg carry an umbrella?"."

Pani Coppola nie planowała tego co mają sobie powiedzieć. To miał być niesłyszalny szept. To NIEISTOTNE. Każdy z nas sobie tą historię dokończy po swojemu. Dla każdego z nas film kończy się inaczej, tak jak inne mamy życia i doświadczenia.

W galerii remont. Sceneria przepiękna do zdjęć, ale warunki strasznie polowe i trudne. Zobaczymy co się z tego urodzi. Jeśli tylko modelka się nie wystraszy, a ja nie utonę w kurzu i pyle, możliwe że w niedzielę powstanie coś ciekawego.

sobota, 5 stycznia 2008

I've got a strong urge to fly But I've got nowhere to fly to

Dalszy ciąg świątecznych klimatów? Chyba nie, lampki to przecież za mało. 
Dalszy ciąg sesji z panią K.

Pusta szczęśliwość tępych poranków i krótkich wieczorów, albo wycieczka po piekle świata pełna wzlotów i bolesnych upadków. Szczęście się nudzi, pigułka szczęścia jak wielki walec spłaszcza góry i doły, pozostawiając nudne równiny. 

"I've got a strong urge to fly 
But I've got nowhere to fly to"




Z wieści bardziej banalnych i pewnie bardziej was interesujących. 19-20 kwietnia 2008 startuje druga edycja Galerii Bezdomnej w Piotrkowie. Szczegóły na stronie galerii. Zapraszam w imieniu organizatorów i swoim, jeśli nic nie stanie na drodze, prawdopodobnie będzie można zobaczyć tam i moje prace.