niedziela, 24 sierpnia 2008

Babydoll grown old

(Kliknij w zdjęcie żeby je powiększyć - polecam)

Na zdjęciu Kinga. W końcu jakieś zdjęcia z których jestem zadowolony. Księżniczka 30 lat później. Przychodzi w życiu taka chwila, kiedy zdajemy sobie sprawę o jakich mrzonkach marzyliśmy w młodości, a co gorsze, wierzyliśmy święcie że uda się je zrealizować. No bo przecież warto marzyć i dążyć do celu... Ale rzeczywistość jest brutalna i jeśli na czas nie zaczniemy mieć i realizować "małych marzeń" tych bliskich, codziennych, może się okazać, że nigdzie nie dojdziemy.

Eksperymenty eksperymentami, ale i tak najlepsze są najprostsze rzeczy. Zdjęcie przy użyciu tylko jednego światła. No i makijaż dorobiony (bo wizażystka nie dotarła) w Lightroomie - Adjustment Brush naprawdę rządzi, o ile używa się go z umiarem i rozsądnie.

Piosenka na dziś - Skye Sweetnam "Babydoll Gone Wrong". Skye - moje nowe odkrycie. Pewnie nie każdemu się będzie podobać, ale ma parę fajnych kawałków. Nie wszystkie niestety tak dobre jak ten. Klimatem jej muzyka strasznie mi się kojarzy z Tank Girl, i komiksem i filmem (kultowymi w pewnych kręgach); jeśli ktoś w ogóle to kojarzy. Inne jej kawałki z kolei idealnie pasują do klimatu filmów Tarantino. Generalnie dosyć wszechstronnie.
Ach, no i Skye z wyglądu przypomina mi Drey :)

środa, 20 sierpnia 2008

Digging around on a piece of ground

Bardzo leniwe to lato. Prawie w ogóle nie robię zdjęć. Tygodnie mijają jeden za drugim niewiele się od siebie różniąc. Coraz bardziej denerwuje mnie telefon, więc go wyłączam coraz częściej. Nie rozumiem, dlaczego on taki konieczny do życia musi być. Trochę egoistycznie, bo jak ja coś od kogoś chce, to zawsze mogę włączyć i napisać/zadzwonić. Odwrotnie już nie tak łatwo. A może tylko mam jakąś odmianę fobii społecznej, podobno jest coś takiego jak telefonofobia :)

A z branżowych spraw, Lightroom 2 już na dobre zadomowił się na rynku, pojawiają się nowe tutoriale, nowe pluginy. Trochę trudno się przyzwyczaić, bo trochę layout się zmienił. Ale mimo tego polecam - tym bardziej, że działa zdecydowanie szybciej niż beta.

Co do nowych zdjęć - razie nic dobrego nie mam. Ogólnie rzecz biorąc ten rok jest zdecydowanie mniej produktywny niż lata poprzednie - chociaż na szczęście zupełnie inaczej sprawa wygląda ze zleceniami. No ale niestety, komercja = gnioty (najczęściej z winy klienta, którego najzwyczajniej na świecie nie stać na dobre zdjęcia i zadowala się byle czym, byle tanio). Czasem aż wstyd przyznać się co produkuje... Pochwalę się tylko, że m.in. udało mi się sprzedać zdjęcia na okładkę do nowej książki telefonicznej Piotrkowa. Na same zdjęcia spuszczę jednak zasłonę milczenia... Całe szczęście nie są podpisane ;)

Dziś zdjęcie stare, z czerwcowej sesji jeszcze. A na zdjęciu Kinga. No i robione nową 50/1.8 - całkiem go już lubię.


Chyba muszę sobie jakąś rewolucję zrobić, spróbować innego podejścia, odkryć trochę nowych rzeczy - na tyle nowych, żebym nie mógł wybrzydzać, że nie wychodzą mi tak dobrze jak powinny ;)

czwartek, 31 lipca 2008

Aspirational TV

OK, ten post nie ma nic wspólnego z fotografią, ale co tam ;) Heh, jak to miło trafić na kogoś kto zauważa i myśli co ty, ale na dodatek ma niezwykły talent (i środki) by to zwięźle i jasno wyrazić. Więc zamiast mojego biadolenia na kilka postów, zapraszam do obejrzenia tego boskiego video (o ile jakimś cudem jeszcze go na necie nie widzieliście). A potem wracajcie przed telewizornie... ;)



Embedded Video


Blogged with the Flock Browser

wtorek, 29 lipca 2008

W krainie niebytu

Jest takie miejsce, na pół w naszych głowach, na pół w rzeczywistości, nie całkiem tu czy tam, tylko po trochu obecne, ale nigdzie tam gdzie się szuka. Trafiają tam osoby, rzeczy, wspomnienia, marzenia. Trafiają wtedy, kiedy nie mają już miejsca w naszej rzeczywistości, ani w marzeniach do których można dążyć. To taka prawie kraina snu, gdzie jest to co niemożliwe, lub zbyt mało prawdopodobne. Trafiają tam osoby których już nigdy nie spotkamy, rzeczy których nigdy nie będziemy mieć, wydarzenia, których już nigdy nie przeżyjemy. Swego rodzaju repozytorium i inspirator snów. Z czasem to miejsce się rozrasta. Czasem kiedy tam zaglądam, widzę coraz więcej osób i wydarzeń. Najsmutniej jest widzieć tam ludzi, ludzi którzy ciągle są, ale jakby ich nie było.

Moja przyjaciółka Lynn zrobiła kiedyś piękny performance o tym jak ludzie przychodzą i odchodzą z naszego życia. Po kolei kładła nad płomieniem świecy karty papieru. Kiedy ogrzewał je płonień świecy, na chwilę, zanim zajęły się ogniem i spłonęły, pojawiały się na nich imiona, napisane wcześniej sokiem z cytryny, który mimo, że niewidoczny, ciemnieje kiedy się go podgrzewa.

Tak wiele osób które spotykamy, czasem ważnych osób, odchodzi, mimo, że są.



Na zdjęciu Jan Świdziński, legenda polskiego performance. Zdjęcie z Interakcji 2008.

Blogged with the Flock Browser

poniedziałek, 21 lipca 2008

All my life I've been searching for something

Rano wszystko robię automatycznie. Ubieram się, wychodzę do pracy. Zawsze rano w drodze do pracy mam najlepsze chwile dnia. Próbuje poskładać zapamiętane skrawki snów w całość, słucham muzyki. Nawet myśli jakoś składniej przychodzą do głowy. Powietrze inaczej pachnie, muzyka brzmi lepiej. Kiedy później, po południu, próbuje sobie przypomnieć o czym myślałem, to tak jakbym próbował przypomnieć sobie sny. Tak jak dzisiaj. Nie napiszę o tym o czym myślałem i planowałem napisać dziś rano. Nie pamiętam. Tak jak i w zeszłym tygodniu, i tak jak jeszcze wcześniej. Czasem mam ochotę iść dalej, kontynuować spacer rano przez miasto. Cieszyć się tymi chwilami jeszcze dłużej. Ale wtedy przypominam sobie, że to co najlepsze nie może trwać zbyt długo, bo powszednieje, jeśli mamy czegoś pod dostatkiem, to magia znika. I skręcam w szarą uliczkę która wiedzie do miejsca gdzie kolejny raz spędzam 8 godzin dnia.


Zdjęcie z chałtury, lepszych nie mam ostatnio. Paula & Ariel.

A z odgrzewanych kawałków muzycznych: Foo Fighters - "All my life"
Ciekawe kto zgadnie o czym naprawdę jest ten tekst. No i niestety oryginalnego teledysku nie da się tu wkleić, bo zespół się nie zgadza i youtube zablokowało możliwość embadowania ich klipów, na szczęście ciągle można je obejrzeć na stronie youtube.

niedziela, 29 czerwca 2008

Walk on

Bardziej diabelskie niż na ostatnim zdjęciu wcielenie Kingi, z tej samej sesji jednak.
Tak sobie pomyślałem, że im dłużej fotografuję, tym rzadziej jestem z nich zadowolony. Może to oznaka tego, że szybciej ewoluuje mój zmysł estetyki niż moje umiejętności :) Zresztą jeśli chodzi o fotografię, to są rzeczy których nie można się nauczyć, choćby nie wiem jak długo próbować. Nie można nauczyć si9ę patrzeć i widzieć. Pewnie dlatego nigdy nie będę robił zdjęć tak dobrych jak Saudek, LaChapelle czy Newton. Myśl dołująca trochę, to że nigdy nie będzie się w tym co się robi kimś naprawdę bardzo dobrym. Dawniej bardzo by mnie taka myśl zniechęcała, ale od pewnego czasu za poradami pewnych osób zacząłem sobie radzić z tym inną myślą - nie muszę być najlepszy ani bardzo dobry. Wystarczy, że to co robię sprawia mi przyjemność. Zresztą nie wiem skąd wzięło się we mnie pragnienia bycia bardzo dobrym w robieniu czegokolwiek - ci którzy mnie znają wiedzą, że nie przejmuję się szczególnie niczym co robię, nie przykładam wagi do żadnych ocen, "rankingów" itp czyli ogólnie pojętego "wyścigu szczurów", czego wybitnym dowodem była ścieżka mojej edukacji ;)
Nie pozostaje mi więc nic innego niż robić dalej to co robię, nie przejmując się tym, że często rezultaty są poniżej moich oczekiwań. Zresztą to chyba dobra taktyka do stosowania wobec całego życia. Iść dalej, mimo, że nie jest tak pięknie jak sobie wyobrażaliśmy, że będzie.

niedziela, 15 czerwca 2008

The time is gone, the song is over

Zdjęcie z najnowszej sesji z Kingą. Tak, wiem, trochę podobne do przedostatniego ;) Ale tak mnie męczył ten pomysł, że musiałem go powtórzyć i dograć wszystkie detale jak należy.
Parę technicznych słów o samym zdjęciu: To kompozyt z trzech różnych zdjęć, czyli zwykła multiekspozycja, tyle że zrobiona cyfrowo. Pobawiłem się nieco z rękoma modelki, tam gdzie dłonie nakładały się na ciało z poprzedniej ekspozycji, ale i tak nie wykracza to poza możliwości ciemni - to odpowiednik naświetlania jednej odbitki na trzy razy z trzech różnych klatek, i selektywne doświetlanie/niedoświetlanie części odbitki przy pomocy maski, czyli np. kartonowego kółka na drucie, bądź, dla odwrotnego efektu, dużego kartonu z wyciętym okrągłym otworem.
Natomiast w Photoshopie (po wstępnym wywołaniu RAWów) użyłem trzech warstw z nieco zmniejszoną przezroczystością. Każdą z nich zmodyfikowałem za pomocą maski warstwy (analogicznie jak w ciemni) tak aby uzyskać mniejszą lub większą widoczność w poszczególnych obszarach kompozytu. I to tyle.
Wkrótce ciąg dalszy sesji, ja tymczasem zapraszam na poniedziałkowy wernisaż wystawy "Jedenaście kapeluszy" w Galerii OFF o godzinie 18:00.
Blogged with the Flock Browser

czwartek, 12 czerwca 2008

Suchy chleb a obiektywy


Kolejne zdjęcie z Asią, Edytą i Keirą (wiem że kiepskie ;)). Muszę przyznać, że robienie zdjęć trzem osobom na raz to niezłe wyzwanie, któremu w moim przekonaniu tym razem nie podołałem. Mam wiele zastrzeżeń odnośnie tych zdjęć. No ale trudno. Coś by wypadało pokazać. Tylko dziewczyny zadowolone nie są z małej ilości zdjęć które dostały. Mam nadzieję, że wesoły nastrój podczas sesji im to rekompensuje :)

Wydaje mi się że się ostatnio trochę wyeksploatowałem na polu studyjnej fotografii portretowej. Choć z drugiej strony patrząc to zawsze mi się tak wydawało. Przydały by się jakieś zlecenia, bo coraz bardziej czuję potrzebę posiadania jakiejś porządnej L-ki (obiektywu - dla niewtajemniczonych). W związku z tym, bardzo chętnie przyjmę menadżera, który by się moimi przyziemnymi sprawami zajął, w zamian oferuję podział suchego chleba powszedniego i chwałę po wsze czasy ;)

W najbliższy poniedziałek wernisaż w Galerii OFF, zapraszam oczywiście.

środa, 11 czerwca 2008

Ticking away the moments that make up a dull day


Na zdjęciu Edyta&Keira&Asia. Uciekają chwili.

Nie wiem czy aby o tym już nie pisałem, ale lato zdecydowanie mi nie służy. Nie chodzi o upały, ale o ogólny nastrój. Życie przesuwa się za matową szybą, wspomnienia ktoś wyświetla na odległych ekranach. Weekendy mijają jałowo jeden za drugim. Ledwie się obejrzę a pewnie minie kolejne 10 lat.

No ale Pink Floyd uczy i edukuje - i tak nie zdążymy zrobić tego co chcemy, nigdy nie starczy czasu na wszystko. Też chciałbym tak wiele napisać, ale nie starczyło by czasu, więc lepiej już skończę...

Nieśmiertelny koncert w Earls Court w 1994...

środa, 28 maja 2008

Mother should I build the wall?


Najnowsza sesja. Na zdjęciach tym razem obiecana Honi.

Ludzie tak rzadko ze sobą rozmawiają, nie uważacie? Co prawda mówią, ale mechanicznie, automatycznie, o sprawach które dotyczą wyłącznie mechaniki życia. A jeszcze rzadziej zdarza im się słuchać. Ja też dawno już z nikim nie rozmawiałem. Zupełnie jakby wszędzie stały niewidzialne ściany, ciągnące się o krok przed nami, jak macka w "Donnie Darko". Chyba powoli zapominam jak się rozmawia. Ile bym stracił gdybym w ogóle przestał mówić? Chyba niewiele. Jest tyle do powiedzenia, choć nikt nie słucha. Po co więc próbować.