wtorek, 10 listopada 2009
Sweet 16 in leather boots
modelka: Wiola R., foto: Mariusz "Marchewa" Marchlewicz
Fotograficznie
No w końcu coś innego, weselszego i bardziej kolorowego niż ostatnimi czasy. Taka odmiana na jesień, żeby wszyscy w deprechę jesienną nie powpadali. Wiola w technikolorze :) moja pierwsza w życiu modelka z "łapanki" ;) Zdjęcie pochodzi z naszej pierwszej sesji, próbnej w sumie, chociaż tego chyba nie widać. Wiolę będzie można też podziwiać w kalendarzu Szwejka, na którego karty trafiła nasza druga wspólna sesja, na motocyklu jadącym po pięknym starówkowym bruku :) Już nie próbna a w pełni pro, będzie co podziwiać.
Po wszystkich kalendarzowych sesjach glamur chyba lekko skręciłem w stronę lżejszej fotografii, co póki co mi się podoba, i pewnie jeszcze kilka następnych sesji, już dla siebie, do portfolio powstanie w podobnej stylistyce. Można też powiedzieć, że na dobre wyszedłem ze zdjęciami ze studia. Co prawda plenerów jak nie robiłem tak nie planuję robić, ale za to wiem, że wszelkie inne pomieszczenia mogę sobie na potrzeby zdjęć zaadaptować. No - prawie wszelkie. Wcześniej preferowałem puste ściany jako nierozpraszające uwagi od tematu zdjęcia tło. Teraz zaczynam doceniać pewne walory kolorowego i pstrokatego nawet czasem tła. Zobaczymy jak mi to dalej pójdzie, całe życie się człowiek uczy.
Muzycznie
Iggy Pop - "Sixteen", czyli rozterki sercowe niepotrzebnego nikomu starego piernika. Fajne, tylko szkoda, że takie krótkie. A swoja drogą to chyba jeszcze więcej Iggiego będzie, bo się zasłuchuję ostatnio.
niedziela, 1 listopada 2009
Malamut Festival 2009 Ostrava
Ornic'art

Ornic'art

Ornic'art

Rachel Echenberg

Risa Takita

Risa Takita

Boris Nieslony
Ze małym opóźnieniem, w końcu są zdjęcia z festiwalu performance Malamut w Ostravie. Festiwal był ciekawy, a o ostrawskim jedzeniu, piwie i dziewczynach mówimy do dzisiaj ;) Warunki do robienia zdjęć podczas performance nie były może wymarzone, ale zdarzyło się kilka ciekawych sytuacji. Fotograficznie najlepiej prezentuje się chyba jeden z dwóch performance francuskiej grupy Ornic'art, pierwsze trzy zdjęcia u góry posta.
W międzyczasie wszystkiego, kończę zdjęcia do kalendarza, właściwie jestem już po ostatniej sesji z Oliwką, która nawiasem mówiąc wyszła super :) Teraz pozostało tylko zamknąć wybór zdjęć, zakończyć projekt kalendarza i wysłać wszystko do drukarni. Premiera kalendarza, o ile nic się nie zmieni - 5 grudnia w Szwejku w dniu "urodzin" lokalu. Równocześnie z premierą kalendarza odbędzie się wystawa fotografii, które powstawały równocześnie ze zdjęciami z kalendarza, ale nie trafiły do niego; licytacja kilku numerowanych i podpisanych przez modelki egzemplarzy kalendarza, oraz koncert Jacek Kulesza Trio (gdzieś wcześniej przewinął się na zdjęciach z PiotrkOFF Art Festival). W skrócie - będzie się działo :)
czwartek, 22 października 2009
Wielka Smuta
kliknij zdjęcie aby powiększyć
Dawniej to wielką smutą nazywali.
Zdjęcia powstawały od marca 2009, choć myślałem o tym grubo od ponad roku. Część zdjęć została odrzucona bo nie pasowały do konceptu. Te też nie pasują tak całkiem do końca. Ba, nie podobają mi się póki co (bo ja nigdy tak do końca zadowolony ze swoich zdjęć nie będę), ale dłużej czekać już się nie da, więcej już zdjęć do tej historii nie zrobię. To ostatnia właściwie chwila, bo później pewnie bym je wszystkie usunął ze wszystkich dysków i archiwów. Dziękuję Kindze za znoszenie godzinami drutu kolczastego i Kasi za niezłomne oblewanie się zimną czarną farbą. Dzięki dziewczyny, to było prawdziwe katharsis.
Ten tryptyk to pewna zamknięta historia, która wydarzyła się po drugiej stronie lustra. Od złotej klatki, przez to co będzie bolało już zawsze, po wielką pustkę. Choć ta jedyna właściwa interpretacja będzie czytelna tylko dla dwóch osób na świecie, to tak naprawdę każda Twoja interpretacja będzie dobra, drogi widzu. Bo to historia która pasuje do każdego z nas.
Dlaczego zrobiłem te zdjęcia? Bo to mały fragment długiej historii, którą będę pamiętał do końca życia, i do której nieustannie wracam myślami. Bo to coś co mnie zmieniło i częściowo ukształtowało mnie takiego jakim jestem. I chyba najbanalniejszy ale i najistotniejszy powód - bo to dla mnie cholernie ważne było - i jest. Powiedziałem chyba już wystarczająco dużo.
Teraz - orkiestra, touche!
Miało być "Kayleigh" Marillion z dedykacją, ale już było, więc będzie coś nawet lepszego, "Candy" Iggy Popa.
"All my life youre haunting me"
I wish you so much luck...
poniedziałek, 12 października 2009
PiotrkOFF Art Festival
Iowa Super Soccer - strona zespołu

Iowa Super Soccer - strona zespołu

Iowa Super Soccer - strona zespołu

Nell - strona zespołu

Bajzel - strona zespołu
Fotograficznie
No i miałem skończyć tryptyk a tu się okazało, że muszę przygotować wszystkie zdjęcia z festiwalu PiotrkOFF Art Festival. Festiwal odbył się w Piotrkowie w ubiegły weekend - 9-11 października. Była to pierwsza, choć z pewnością nie ostatnia edycja tego świetnego festiwalu. Choć miały wystąpić na nim zespoły niszowe, to śmiem twierdzić że różnica między zespołami które grały, a tymi które macie okazję widzieć w TV, słyszeć w radio, polega jedynie na marketingu i PR. Bezpretensjonalność i świeżość tych zespołów bardzo kontrastuje z zachowaniem zblazowanych "wielkich" gwiazd polskiej sceny muzycznej. Miło było posłuchać ludzi którym granie przed publicznością sprawia prawdziwą frajdę. A przy okazji i miło było porobić kilka zdjęć, no bo co ja innego mógłbym robić na koncercie ;) Wrażenia niesamowite, choćby Iowa Super Soccer grające wewnątrz kościoła ewangelicko-augsburskiego. Brzmiało świetnie, ale z powodu tego czym się zajmowałem zwróciłem raczej uwagę na aspekty wizualne, które powalały. I tak samo Bajzel, zwany człowiekiem-bombą lub człowiekiem-orkiestrą, który powalił publiczność swoją energią w małej piwnicy po ODA na Sieradzkiej. Długo by opowiadać, więc lepiej nie przegapcie przyszłorocznej edycji.
Muzycznie
A muzycznie, jakby inaczej mogło być... Iowa Super Soccer - The River
niedziela, 27 września 2009
Memories are black
modelka, makijaż: Kaha, fot.: Mariusz "Marchewa" Marchlewicz
Z kolejną sesją zbliżamy się powoli do współczesności ;) Na zdjęciu Kaha na sesji, gdybyło jeszcze zupełnie ciepło. Sesja bardzo udana, mimo, że podłoga od farby był śliska jak lodowisko. Poza na zdjęciu jest przypadkowym efektem małego poślizgu i upadku - ale przyznać muszę, że efektem niespodziewanie dobrym :) Najważniejsza była kamienna twarz modelki tuż po upadku - gdyby nie ona, ujęcie by się nie udało :)
A sama sesja jest drugą do tryptyku, który sobie jeszcze na początku roku zaplanowałem. Dobre wieści są takie, że pod wpływem dosyć nagłego pomysłu powstała też już i trzecia sesja z tej serii, więc w niedługim czasie złożę ten nieszczęsny tryptyk który mnie męczy od 100 lat, jak wiecznie odwlekane katharsis.
Męczy mnie tylko to w jakiej kolejności wszystko pokazywać, czy tryptyk wrzucić poza kolejnością, czy też miałby czekać na wszystkie zdjęcia które zrobiłem na sesjach wcześniej. Męczy mnie też to, że wszystkie zdjęcia które zrobię, już po sesji przechodzą tyle faz odnośnie mojego odczucia co do nich. Na początku najczęściej jest zadowolenie, czasami nawet lekka euforia z powodu udanych zdjęć. Potem odczekuję, żeby przejrzeć je na spokojnie. Wtedy zazwyczaj podobają mi się trochę mniej, ale za to jestem bardziej obiektywny i potrafię bardziej sensownie i metodycznie wybrać najlepsze zdjęcia do pokazania. Potem czasem mam dalszy spadek zadowolenia, po to, by po dłuuuższym czasie odkryć zdjęcia na nowo, i zachwycić się nimi po raz kolejny, odkrywając w nich jeszcze coś innego niż widziałem na samym początku. Potem pozostaje już chyba tylko plateau, z lekką tendencją spadkową, kiedy uczę się co mogłem zrobić lepiej i jakie błędy popełniłem. Skomplikowany proces. Chyba lepiej bym zrobił ze swoim życiem, gdybym został np hutnikiem ;) Miałbym mniej śmiesznie sztucznych dylematów ;)
Muzycznie
Znowu Soap&Skin. "The Sun" tym razem, ciągle z pierwszego i jedynego albumu. Ciekawe kiedy następny się pojawi.
wtorek, 8 września 2009
Living on the Edge of the Cage

modelka: Kinga, mua: Marta Kłopotowska
Fotograficznie
Ok, obiecuję to już ostatni raz ta seria z Kingą, bo pewnie się monotonnie zrobiło. Widać tylko, że ciężka sesja z kłującym drutem jak najbardziej się opłacała bo przyniosła świetne rezultaty. Ilość zdjęć, pewnie też dowodzi, że taki minimalizm najbardziej mi pasuje, z czego właśnie teraz zdałem sobie sprawę :) Szczęście, że kolejna seria będzie podobna. Właściwie zdjęcia z Kingą i następne, które dopiero pokażę miały być częścią tryptyka, jednak jak na razie się okazało, jest jedynie dyptyk. Trzeciej sesji zabrakło. Może jesień coś nowego wniesie w tej materii.
Sesje do kalendarza Vojaka Svejka idą dobrym torem, niemal połowa już za mną, a rezultaty co najmniej interesujące. Strasznie mnie denerwuje, kiedy zdjęcia wychodzą zupełnie inaczej niż planuje, ale z drugiej strony są przez to interesujące - bo jest w nich zdecydowanie więcej niż moja skromna wyobraźnia byłaby w stanie wnieść.
Oprócz kalendarza ruszyłem też ostro z sesjami dla siebie samego, czyli robię to z czym obijałem się strasznie przez duuużą część roku.
Muzycznie
Miałem wrzucić the Passanger, ale przecież to wszyscy znają... więc wybrałem inny hicior Iggy Popa - Livin' on the Edge of the Night. Ehh ten refren, takiej muzyki już nikt teraz nie robi...
niedziela, 30 sierpnia 2009
Copper Crown, Golden Cage
modelka: Kinga, makijaż: Marta Kłopotowska
Fotograficznie Powoli kończę zdjęcia z przed dobrych paru miesięcy, to już ostatnie albo przedostatnie. Potem było długo, długo nic, i w końcu zbliżamy się do współczesności ;) Jako że przez większą część roku niezmiernie się obijałem teraz postanowiłem to nadrobić. Jak dobrze pójdzie, to w dwa-trzy tygodnie zrobię więcej zdjęć niż przez poprzednie 12 miesięcy, oby się to też na jakość przełożyło ;)
Oprócz wielu normalnych sesji, równolegle powstaje nowy specjalny projekt. Dosyć niecodzienny - Marchewa wygrzebał się ze studia i robi sesje objazdowe ;) A dokładniej: powoli powstają zdjęcia do kalendarza. Kalendarza o tyle niezwykłego, że firmowanego przez kultowy piotrkowski lokal kulturalno-gastronomiczny - Gospodę Vojak Svejk, znaną choćby z organizacji miliona imprez kulturalnych, koncertów, wystaw itp. na piotrkowskiej starówce. W rolach głównych na kartach kalendarza wystąpią piękne barmanki i stałe klientki gospody. Zdjęć niestety nie pokażę nigdzie online, gdyż żeby je zobaczyć trzeba będzie położyć swoje łapy na ekskluzywnej i limitowanyej kopii kalendarza. System dystrybucji jak zwykle będzie mglisty i niejasny ;) więc chętnym proponuję jak najszybsze zapisy na miejscu w barze ;)
Muzycznie
Muzycznie
Tego nikt się tu nie spodziewał (ja też nie): Siekiera - Szewca Zabija Szewca. Jak mi się ten teledysk cholernie podoba, przecież ten klimat zasługuje na conajmniej kilkanaście różnych nagród :)
sobota, 15 sierpnia 2009
My only friend the End
modelka: Kinga, MUA: Marta Kłopotowska
Wszystkie piękne historie ze wszystkich książek świata, ze wszystkich filmów świata, tak naprawdę rozpływają się w powietrzu, zamieniają się w mgłę i osiadają na pustym polu bitwy, kiedy bohaterów wkładają do drewnianych jesionek i zakopują pod ziemią. Ostatecznie w naszej książce, naszej klatce, ostatecznie zostajemi zupełnie sami. Najważniejsze więc to chyba to by czuć się dobrze samemu ze sobą.
A to niekoniecznie dygresja, bo to jest prawdą i na temat tego jak żyć, i tego jak robić zdjęcia. Na razie od bardzo dawna nic nie robię, więc to pewnie takie tłumaczenie przed samym sobą.
Muzycznie
Soap&Skin - Cynthia, po raz drugi coś z debiutanckiego albumu Anji Plaschg. Póki co, cały czas koncertuje, więc pewnie nie ma czasu na nagrywanie materiału na nowy album, ale jestem strasznie ciekaw co dalej z tego będzie. Jako bonus: 24 października będzie grała w Polsce. Więcej informacji na google :)
wtorek, 28 lipca 2009
Smells Like You
modelka: Kinga
mua: Marta Kłopotowska
Fotograficznie
Część dalsza "Złotej Klatki". Drut kolczasty jak się okazuje wcale nie jest taki łatwy do opanowania jak by się wydawało. Najpierw sam się pokułem sklecając tą "klatkę", a następnie modelka w trakcie sesji przeszła niemal drogę krzyżową próbując utrzymać na nagim ciele ciężki kawał ostrego drutu kolczastego. Po tygodniu podobno nie było już śladów ;)
Ponadto mam urlop od robienia zdjęć, więc kończą mi się zdjęcia do publikacji. Chociaż z drugiej strony zdjęcie w dzisiejszym poście jest sprzed 4 miesięcy :> Trzeba by się ruszyć i coś zrobić, bo straaasznie długo nie robiłem żadnej dobrej sesji dla siebie. Została mi tylko jedna jedyna jeszcze nie publikowana. A robię mało przez ciagły brak czasu, spowodowany imprezami, lenistwem, albo innymi zleceniami. Na szczęście pomysły jakieś mam, nawet jeden dosyć ekstremalny, jeśli dojdzie do skutku, będzie niezły hardkor ;) Będzie sporo przygotowań, w trakcie sesji będzie ciężko i niebezpiecznie, ale mam nadzieję że rezultaty będą to wynagradzały. Cały czas zastanawiam się nad modelką. Ale na razie nic więcej nie będę zdradzał.
Muzycznie
No tak, aż dziwne że jeszcze nigdy tego nie było. Może właśnie najdłuższa droga prowadzi do domu, do początku. Ten zespół to wiele moich wspomnień i prawie cała moja młodość. To mój pierwszy świadomy kontakt z muzyką, to coś co mnie wychowało i ukształtowało na długie lata moje gusty muzyczne. Kurt to, jak dostrzegam po czasie, jeden z niewielu wokalistów, u którego właściwie nie było podziału na osobowość sceniczną a prywatną. Na scenie był sobą, nikogo nie udawał, nie tworzył swojego imageu. Być może jego prawdziwość i szczerość była zbyt ciężka by ją dalej znosić i dlatego ta historia skończyła się w taki właśnie smutny sposób. Pocieszające jest to że jego wpływ na muzykę był tak wielki, że i on i zespół pozostaną w zbiorowej świadomości na zawsze.
niedziela, 12 lipca 2009
Bird Shop
Fotograficznie
Przez kraty źle się robi zdjęcia. Wszyscy mamy swoje kraty, swoje klatki na głowach, żyjemy w klatkach, jak ptaki. Pytania o wolną wolę tracą znaczenie, jeśli pamiętać o tym co nam wolno a czego nie wolno, co robić powinnismy a czego nie, i co nie wypada. Ale zdjęcie jest o czym innym. To zdjęcie ornitologiczne. O ptakach w złotych klatkach.
Na zdjęciu Kinga.
Na zdjęciu Kinga.
Muzycznie
Po raz pierwszy od bardzo dawna, muzyka bardzo starannie dobrana do zdjęcia. Można by nawet powiedzieć, że dłuuugo czekałem z publikacją zdjęcia po to, aby znaleźć do niego dobrą muzykę. W końcu jest, a raczej sama mnie znalazła. Będzie więcej. Zdjęć będzie więcej, mam nadzieję że starczy mi sił na tryptyk, a ta muzyka będzie pasowała idealnie.
Po raz pierwszy od bardzo dawna, muzyka bardzo starannie dobrana do zdjęcia. Można by nawet powiedzieć, że dłuuugo czekałem z publikacją zdjęcia po to, aby znaleźć do niego dobrą muzykę. W końcu jest, a raczej sama mnie znalazła. Będzie więcej. Zdjęć będzie więcej, mam nadzieję że starczy mi sił na tryptyk, a ta muzyka będzie pasowała idealnie.
Soap&Skin - 19 -letnia austriaczka, głos prawie jak Nico. Śpiewa, gra na pianinie i skrzypcach. Maluje. Cudo normalnie. "Spiracle" - z debiutanckiego albumu "Lovetune for Vacuum" (2009).
czwartek, 2 lipca 2009
Welcome to the fashion
Modelka i wizażystka - Marta Pyć, projekt ubioru i stylizacja: Ania Kołodziejska, zdjęcia - Mariusz "Marchewa" Marchlewicz
Fotograficznie
Niespodzianka. Nie dość że to moje pierwsze stricte modowe zdjęcia, to jeszcze na dodatek pierwsze które pokazuję tak szybko po sesji - zdjęcia robione w ubiegły weekend, jeszcze gorące. Sesja była szybka i pro, tak jak lubię, dziewczyny świetnie się spisały.
Muzycznie
Tego chyba przedstawiać nie muszę. Do fotografii mody pasuje jak pięść do nosa, ale co tam. Kulisy pracy modelek na wybiegach chyba jednak przypominają dżungę, więc i może dobrze pasuje ;) Słucham ostatnio często dosyć. Guns'n'Roses - Welcome to the Jungle.
czwartek, 18 czerwca 2009
He shot me down, bang bang
Modelka: Martyna Dróżdż
MUA, stylizacja: Marta Kłopotowska
Lokacja: Cafe Roma, Piotrków Tryb.
Pomoc: Kaszmir
Fotograficznie
Kolejne zdjęcie z sesji w Cafe Roma z Martyną. Nie wiem czy jeszcze wrzucać coś z tej sesji, chociaż sądząc po odzewie, chyba jeszcze ze dwa wrzucę. Jak to jest, że ludziom podoba się coś zupełnie innego niż mi? :> No a poza tym powoli kończą mi się zaległe zdjęcia i powoli dochodzę do teraźniejszości ;) Ale w zanadrzu jest jeszcze jedna mocna sesja, sam nie mogę się doczekać kiedy ją pokażę. No ale wychodzi na to, że trochę się ostatnio obijałem, choć w sumie chyba robiłem kilka sesji niekoniecznie dla siebie i nie za bardzo mam co pokazywać.
Ciekaw jestem jak wyjdą zdjęcia z najnowszego zlecenia. Niby ma to być komercyjna prosta fotografia katalogowa, ale fanom glamour mogły by zdjęcia przypaść do gustu. Zobaczymy wkrótce czy będzie co pokazać.
W końcu po wielu, wielu miesiącach planów udało mi się zmobilizować i wyczyścić matrycę aparatu. Bądź też raczej zostałem przymuszony okolicznościami. Przyjechała nowa lampa do kompletu, i radiowe wyzwalacze, więc mam w końcu czym świecić, a że przy takim świetle mogę w końcu przymkną nieco przysłonę, to i syfki na matrycy lepiej widać. Kiedy doświetlam sobie scenę na plenerze w pełnym słońcu lampami, to zdarza się z przesłoną i do 22 do chodzić. Wtedy syfki były już widoczne milionami i to ostre jak brzytwa. Godziny retuszu w PS. Czyszczenie niezbędne. Serwis Koba&Kowalczyk w Łodzi spisał się na medal, szczerze polecam.
Muzycznie
Kiedyś już była tu Nancy Sinatra, ale w duecie z Lee Hazelwood. Teraz solo. Piosenkę pewnie znają wszyscy fani Kill Billa. I pewnie zaraz zaczną jakieś feministki protestować przeciw propagowaniu przemocy wobec kobiet ;) Nancy Sinatra - "Bang Bang".
Subskrybuj:
Posty (Atom)














